CZESKA SZWAJCARIA

CZESKA SZWAJCARIA

Na kolejną eskapadę wybrałyśmy się wesołą grupką pędząc białą strzałą z Warszawy prosto do serca czeskiej szwajcarii. Pozostała część ekipy dołączyła do Nas we Wrocławiu. Nocleg mieliśmy w obiekcie zwanym Olivin w miejscowości Kytlice. Nasze domki wyglądały raczej jak szopy na narzędzia gdzie zamiast szpadla i grabi wstawiono 4 lub dwa łóżka w zależności od standardu szopy, sanitariaty ogólnodostępne w budynku hotelu. Nie ma co jednak narzekać – na głowę nie kapało.

KYTLICE I OKOLICE

Po całonocnych „rozmowach”, pierwszego dnia wystarczyło Nam jedynie sił na zwiedzanie najbliższej okolicy, która prezentuje się w następujący sposób: piękne drewniane chatki, niektóre już 100 letnie, ładnie odnowione. Na płotach wystawa porcelanowych kubeczków. Zwiedziliśmy wodospad, który wysechł – dlatego zdjęcia nie umieszczam i okoliczne kąpielisko niezwykłej urody czyli po prostu staw. Prawdziwą ucztą turysty była Pańska skała.

Okolice Kytlic

PAŃSKA SKAŁA

Jest taka skała, nazywa się ona Panská skála i piętrzy się ona wychodnią oktagonalnych ciosów bazaltowych nad malutkim jeziorkiem. Wyrastają te słupy skalne na wysokość 595 m . n. p.m.  Owa skała pięknie i malowniczo rozrzeźbiona mieści w okolicach Kamienickiego Senova. Jest to punkt, który koniecznie trzeba odwiedzić ponieważ występowanie tego typu wyrobisk geologicznych jest dość rzadkie. Panská skála jest najstarszym rezerwatem geologicznym w Czechach i jednym z najstarszych w Europie. My nie mieliśmy okazji oglądać ich w porannej aurze, ale bazaltowe słupy muszą przepięknie wyglądać o wschodzie słońca.

Panská skalá, Czechy

Widoki na skałę wynagrodziły wcześniejsze wydarzenia. Zanim wybraliśmy się na hasanie po skałach postanowiliśmy pokrzepić Nasze umęczone organizmy sowitym posiłkiem. Restaurant u Kasny https://www.restu.cz/restaurace-u-kasny-4/– obsługa dramat. Pani, kelnerka, która nie zrozumiała treści zamówienia, a właściwie domówienia, bo jak sama stwierdziła nie zna angielskiego (a po polsko – czesku też Nam nie szło :D, zamiast przynieść mięso, sałatkę i frytki , przyniosła 2 sałatki gdyż zrozumiała, że wszystko zamówiłam podwójnie. Owszem żarłokiem jestem, pacierza i jedzenia nie odmawiam, ale bez przesady. Nawet ja za jednym zamachem nie jestem w stanie zjeść 2 porcji mięsa, frytek i 2 sałatek. Koleżance obok kelnerka przyniosła nie to danie, które zostało zamówione. W trakcie wyjaśniania zajścia, dostałam dosłownie ” z bara” od wściekłej kelnerki. Poziom obsługi dramatyczny. Na szczęście znalazła się druga kelnerka, która została bohaterem wieczoru, przejęła po koleżance obowiązki z uśmiechem i fachowo wybrnęła z sytuacji. Nie chcę wiedzieć czy w kuchni napluli mi do sosu….

BRAMA PRAVCICKA

Drugiego, jakże owocnego dnia króciutkich wakacji udaliśmy się zobaczyć chlubę Czeskiej Szwajcarii czyli Bramę Pravcicką. Dotarliśmy do miejscowości Hrensko gdzie cudem udało Nam się zaparkować. Tłumy turystów niemiłosierne, co drugi z nich to Nasz krajan. W kierunku bramy udaliśmy się najpierw wzdłuż szosy a potem czerwonym szlakiem.

Naturalny most skalny o rozpiętości łuku 26 m. u podstawy i wysokości ok. 21 m. jest wizytówką regionu. Pięknie prezentuje się z okolicznych tarasów widokowych, z których roztaczają się również malownicze widoki na park. Dla strudzonych turystów odpoczynek oferuje „Sokole oko”. Restauracja gdzie można zjeść naprawdę dobre knedle ze śliwkami, smažený sýr i wypić chłodne piwko.

Brama Pravcicka

Oj niestety w Sokolim Oku część Naszej grupy spotkała się z niemiłym przyjęciem przez kelnerkę. Jakoś nie mieliśmy podczas tego wyjazdu szczęścia do obsługi. Gdziekolwiek byśmy się nie udali, prawie wszędzie ktoś był dla Nas „szorstki”. Chyba nie lubią tam Polaków 😉

Spod bramy Pravcickiej czerwonym szlakiem udaliśmy się do Mezni Louka, a stamtąd zielonym szlakiem nad Mezni mostek gdyż zamarzyło Nam się przejście a właściwie przepłynięcie kanionu Edmunda. Plan piękny, gorzej z wykonaniem. Spóźniłyśmy się….. grota zamknięta, przejścia nie ma. Pojawił się jeszcze szalony plan żeby przejść przez rzekę, ominąć zamknięte przejście ale ze względu na rychło zbliżający się zmierzch plan upadł. Czekał Nas dłuuugi powrót do Hrenska, oczywiście bez kolacji bo wszystko już było zamknięte. Dobrze, że na miejscu w Kytlicach w szopach na narzędzia , w których spaliśmy wciąż czekał na Nas suchy prowiant i 3 dniowy chleb 🙂

Kanion Edmunda

KANION EDMUNDA

Za punkt honoru postawiliśmy sobie, że w końcu uda Nam się przepłynąć kanion Edmunda. Wyruszyliśmy z Hrensko spacerkiem żółtym szlakiem biegnącym  wzdłuż rzeki Kamenice. Kierunku nie można pomylić , wystarczy podążać za turystami. W pewnym momencie dochodzi się do drewnianej platformy gdzie kupuje się bilety i czeka grzecznie w kolejce na przewoźnika, który przewozi łodzią turystów przez kanion. Nasz flisak o aparycji wikinga miał niezwykle dużo uroku osobistego. Barwnie opowiadał o formacjach skalnych , które przedstawiały dużego słonia, małego, bohaterów gwiezdnych wojen i wiele innych zwierząt. Każda skała obok, której przepływaliśmy miała swoją historię. Przewodnik nie dość ,że bawił turystów zabawnymi anegdotami to jeszcze przygrywał na harmonijce. Kiedy dwie łodzie płynące z przeciwnych kierunków mijały się na rzece, panowie wymieniali serdeczne pozdrowienia i szybko wyciągali swoje instrumenty muzyczne dając popis swoich umiejętności. Nawet wodospad na życzenie się znalazł. Właściwie pod koniec kanionu przewoźnik za pomocą sznurka uruchomił potok wody. Wąwóz Edmunda ma około 450 m długości a jego przepłynięcie zajmuje około 20 min.

Przeprawa przez wąwóz Edmunda. Na harmonijce przygrywa Wiking

Wąwóz Edmunda położony jest na terenie Wyżyny Dieczyńskiej (Děčínská vrchovina). Żółty szlak, który biegnie wzdłuż rzeki Kamenice jest w pewnym momencie przerwany przez pionowe ściany kanionu , które sięgają do 150 metrów. Na odcinku od drewnianej platformy , od strony Hrenska do przystani nie ma możliwości pokonania szlaku pieszo.

Ponowe ściany wąwozu Edmunda, Czeska Szwajcaria

Pionowe, wysokie formacje skalne porośnięte obficie długimi paprociami tworzą pejzaże kojarzone a azjatyckimi krajobrazami. Nauczeni doświadczeniami z poprzednich dni- trzeba jeść kiedy można, postanowiliśmy zrobić sobie postój na małe co nieco w przystani, żeby później mieć siły i energię na pokonanie dalszej części szlaku i dotarcie do drugiej atrakcji czyli tzw. dzikiego kanionu. I to był błąd, brzuszki napełniliśmy ale jak co dzień… gdzieś się spóźniliśmy. Doszliśmy do miejsca skąd rusza druga przeprawa, czyli do tamy na rzece i stamtąd ewakuacja zielonym szlakiem do Mezny a dalej pieszo do Hrenska.

Podsumowując wyjazd do czeskiej szwajcarii uważam, że Nasze polskie góry mają więcej do zaoferowania. Brama Pravcicka oraz kanion Edmunda to pojedyncze punkty takie jak Nasza maczuga Herkulesa czy brama krakowska w ojcowskim parku narodowym. Właściwe cały program, główne atrakcje regionu można przejść w 1 , maksymalnie 2 dni. Fakt, że Nam zajęło to z marnym skutkiem 4 , wynikał z tego ,że podróżowaliśmy grupą 8 osobową. Niestety nie udało Nam się zobaczyć saksońskiej szwajcarii i mostu Bastei – to trzeba obejrzeć przy okazji kolejnej wyprawy.

 

PRZYDATNE INFORMACJE:

1. Brama Pravčicka – wejście 75 koron

2. Przeprawa przez kanion Edmunda- 60 koron

3. Płatność kartą- ciężko, we wszystkich punktach gdzie sprzedają bilety płatność gotówką. Warto też mieć korony gdyż przelicznik na euro jest mniej korzystny.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *