Kanion szaryński cz.2

Kanion szaryński cz.2

Byliśmy w nieoficjalnej części kanionu szaryńskiego w tzw. Black canyon ale postanowiliśmy również sprawdzić jak wygląda turystyczna część, z dojściem do wioski ekologicznej Eco Park. Wejście na teren kanionu jest płatne. Kawałek za szlabanem na skalnej półce jest parking gdzie trzeba zostawić samochód bo , jak Nas poinstruował strażnik, nie ma możliwości dojazdu samochodem do samej wioski. Trochę minął się z prawdą bo możliwość dojazdu jest ale najwyraźniej zarezerwowana jest dla przewodników wożących turystów. Dobry kierowca z porządnym samochodem z napędem na cztery koła i z wysokim zawieszeniem poradzi sobie bez problemu. Zresztą do wioski jest dowożone zaopatrzenie więc możliwość dojazdu jest.

Krajobraz tej oficjalnej części kanionu szaryńskiego  jest zupełnie inny niż Black canyon .  W czarnym kanionie nocowaliśmy na dziko na samym szczycie, na górnej półce. W dole płynęła rwąca szarynka. Skały są brunatne lub czarne, przechodzą w odcienie głębokich fioletów. Niższe wypiętrzenia tworzą rozległy krajobraz księżycowy, marsowy. W tej najbardziej popularnej części Szarynu idzie się korytem kanionu. Skały są w kolorze brązów i czerwieni. Wyglądają jakby były z gliny.

Mimo, że w kanionie byliśmy już właściwie po sezonie turystów było sporo. Jest możliwość aby iść górą kanionu a potem zejść na dół i podążając wzdłuż koryta dojść do wioski Eco Park. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem kampusu. Bungalowy wyglądają na bardzo porządne. Podobno kuchnia też jest całkiem dobra. Wytyczone są ścieżki i przejścia, doprowadzona jest elektryczność. Naprawdę wygląda to bardzo przyzwoicie i myślę, że spędzenie w takim miejscu 1 nocy lub więcej może być fantastyczną przygodą. Rozświetlona wioska, pełna ciekawych ludzi, podróżników, niebo usiane gwiazdami a tuż za miedzą huk rwącej Szarynki.

Te czerwone skały kuszą żeby się na nie wspiąć i zrobić sobie klimatyczne zdjęcia. Uwaga są bardzo zdradliwe, bardzo łatwo się kruszą bo są miękkie.

Kiedy przyjechaliśmy nad kanion była przepiękna, słoneczna pogoda. Gdy wychodziliśmy z wioski zachmurzyło się i zaczął wiać silniejszy wiatr, który z każdą minutą stawał się coraz silniejszy. Mniej więcej w odległości około 1 km od wyjścia z kanionu warunki pogodowe drastycznie się zmieniły. Ciężko było iść do przodu a schować się też nie było gdzie. Prawdziwe piekło było jednak kiedy wchodziliśmy na górę. Wiatr był tak silny, porywisty, że przewróciłam się i leżałam skulona bojąc się poruszyć. Czegoś takiego jeszcze w życiu nie doświadczyłam. Wdrapaliśmy się na górę na czworakach lub trzymając się z ręce. Jedni ludzie pomagali drugim. Nie było możliwości aby utrzymać się na nogach i iść w pojedynkę. Niebo zaciągnęło się czarnymi chmurami, było straszliwie zimno.

Spodziewałam się potężnej burzy a nawet gradobicia. Wichura trwała około 40 minut a potem pojawiło się znowu słońce. Najdziwniejsze w tym wszystkim było jednak to, że kiedy my pełznąc na czworaka próbowaliśmy się wydostać z kanionu widzieliśmy turystów, którzy schodzili po skalnym urwisku na dół z małymi dziećmi. Ten brak rozsądku i zdolności przewidywania był porażający. Gdyby rozpętała się potężna burza dno kanionu zamieniłoby się w potok a śliskie ściany uniemożliwiałyby wdrapanie się na górę. I jeszcze jedna refleksja- to był tylko kanion. W górach warunki pogodowe zmieniają się jeszcze szybciej.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *