MARAKESZ CZ. 2
Bać się czy nie bać się? Jak kupować i targować się.I dlaczego „Special price for you my friend” to wcale nie okazja. I jak to jest z tym ramadanem?

MARAKESZ CZ. 2
Bać się czy nie bać się? Jak kupować i targować się.I dlaczego „Special price for you my friend” to wcale nie okazja. I jak to jest z tym ramadanem?

SOUKI (wym. suki)

W języku polskim to samice psów w liczbie mnogiej a w Maroko lokalne targowiska. W liczbie pojedynczej jest to suk (souk) czyli np. targ wschodni, południowy itd.

Targowiska znajdują się w kilku różnych miejscach w mieście. Jeden z najbardziej okazałych souków znajduje się oczywiście przy placu Jamaa El Fna. Warto znaleźć czas żeby zanurzyć się w labirynt uliczek targowiska i pójść dokąd nas nogi poniosą. Zgubić drogę. Zawsze znajdzie się ktoś życzliwy kto wskaże wyjście albo poinformuje zawczasu- ta ulica jest zamknięta, nie ma przejścia. Pewnie szukasz wyjścia? Musisz iść tędy.

Ja wprawdzie nie miałam takiego celu żeby się zgubić ale zabłądziłam i niestety trafiłam do dzielnicy gdzie skóry są garbowane i barwione. Fetor niesamowity. Po tym przeżyciu mogę poświadczyć, że skórzane wyroby są naprawdę hande made, wyrabiane na miejscu. Piękne torebki, torby podróżne, plecaki i paski skórzane. We wszystkich kolorach. Mam taką refleksję i poradę dla tych, którzy dopiero wybierają się do Maroko- jeśli coś się podoba, i nie będzie przeszkadzać w dalszej podróży- kupować od razu. Naprawdę ciężko jest później trafić w to samo miejsce gdzie był najpiękniejszy plecak.

Bardzo popularne są botki skórzane z ostrym zawiniętym do góry czubkiem i zagniecioną piętką. Piękne są sandałki skórzane. Sprzedawca zachęcał: „You can try it, it’s for free”. I to mnie trochę zaniepokoiło. Skoro wszyscy tak podkreślali, że mierzenie jest za darmo domyślam się, że wcześniej żądali za to opłaty. 😉

Niesamowita jest ceramika. Gliniane taginy, potężne ceramiczne dzbany, piękne ręcznie zdobione talerze.

W poszukiwaniu wymarzonego szala o długości 5 metrów dałyśmy się zaciągnąć na zaplecze gdzie pokazano nam proces barwienia i suszenia przędzy. Niesamowite wrażenie zobaczyć to wszystko od środka.

Special price for you my friend, very cheap. Dlaczego to nie okazja?

W ciągu dnia i w godzinach wieczornych lokalne targowisko jest gwarne i pełne ludzi, sprzedawców i turystów. Kiedy tylko zanurzysz się w wąskie uliczki targowe każdy do Ciebie krzyczy, każdy zachęca, zachwala swój towar i ma dla Ciebie specjalną ofertę, tylko dla Ciebie. Sprzeda Ci najlepszy towar w najniższej cenie, tylko tobie. Oczywiście wszystkie ceny są kilkukrotnie zawyżone. Jeśli usłyszysz, że coś kosztuje 200 MAD- zbijaj cenę na 60 MAD. Jeśli myślisz, że kwota 60 MAD jest wyjątkowo niska to i tak się mylisz ponieważ autentyczna wartość kupowanego przedmiotu jest jeszcze niższa.

Na lotnisku gdzie ceny zawsze są dużo wyższe, czasami dwukrotnie, małe portfele kosztują 7 euro czyli około 30 zł. Te same portfele na targowisku sprzedawane są za 160-200 MAD (64-80 zł) a po negocjacjach za 50 MAD czyli około 20 zł co wyraźnie pokazuje, że dla sprzedawcy to wciąż korzystna cena.

Bać się czy nie bać się?

Zdecydowanie się bać. Ja miałam obawy, że nie zdołam się oprzeć i kupię torebkę, plecak, sukienkę. Dla moich bliskich gdybym mogła to bym kupiła paterę na owoce, piękne dzbany ręcznie malowane a przynajmniej talerze i kubki. Dla siebie perforowany plafon metalowy o średnicy 1 metra. Szczęście w nieszczęściu, że miałam tylko bagaż podręczny ale nawet to nie byłoby w stanie mnie powstrzymać przed „mniejszymi” zakupami. Byłam przygotowana na to żeby cześć rzeczy, które wzięłam do Maroko wyrzucić z plecaka.

Sprawę rozstrzygnął los a właściwie brak wiedzy o ramadanie. To, że muzułmanie poszczą przez 30 dni i jedzą pierwszy posiłek przed wschodem słońca a kolejny po zachodzie, wiedziałam. Nie wiedziałam natomiast, że podczas ramadanu skracają czas pracy. Zakupy zostawiłam sobie na ostatni dzień w Marakeszu i na wieczór bo przecież „ Nie będę jak głupia dźwigać souvenirów przez całą podróż po Maroko, come one”. Tymczasem ostatniego dnia mojego pobytu w Marakeszu o 18:30 wszyscy zaczęli zwijać swoje kramy, które normalnie są otwarte do 22:00 lub dłużej. Okazało się, że o 19:00 wszyscy udają się na kolację z rodzinami. Biznesy odchodzą na dalszy plan. Rodzina i posiłek są ważniejsze. I ja to rozumiem.

W ten oto sposób zamiast prezentów nadawanych kurierem lub statkiem zostałam z pamiątkowymi magnesikami i malutką, skromniutką torebką. Jedną z takich jak na zdjęciu poniżej. A marzyły mi się jeszcze naczynia w kolorze pięknej butelkowej zieleni….

Jak kupować? Jak się targować?

Przede wszystkim trzeba powstrzymać odruchy zachwytu. Nie można wejść do stoiska i zapowietrzyć się z wrażenia: „Yhhhhh jaki ten portfel/ torebka/ buty są piękne.” Wtedy cena od razu podskakuje o 100 MAD. Zadziwiające prawda, że akurat ten model, który się nam podoba jest droższy niż pozostałe? Najlepiej wejść z obojętnym wyrazem twarzy obejrzeć sobie siedem innych przedmiotów, bez zachwytu, a potem od niechcenia spytać o ten, który się nam podoba. Jeśli jesteśmy z kimś to nie należy podchodzić i  wskazywać palcem na ten najpiękniejszy plecak ( od razu 100 MAD do ceny 🙂 ale spytać się koleżanki/ kolegi co myśli o piątym plecaku od lewej w drugim rzędzie od góry.

Jeden ze sprzedawców zaproponował mojej koleżance, że kupi mnie za 1000 kamelów ale kiedy usłyszał, że jestem ciężka w utrzymaniu- dużo jem, to się rozmyślił. Tego typu żartobliwe propozycje usłyszycie nie jeden raz.

Marokańczycy bezbłędnie rozpoznają akcenty i znają podstawowe zwroty w języku polskim: Cześć jak się masz? Radio Maryja ( nie wiem dlaczego) ale często używają widząc nasze wybuchy śmiechu. Znają też zwroty: Boże jakie piękne. Chcę to mieć. Ale zajebiste.

Najlepiej spytać o cenę przedmiotu, który nam się nie podoba. Potem jeszcze o kilka innych i dopiero na końcu o przedmiot, który chcemy kupić. Kiedy sprzedawca podaje cenę to zaproponować 1/3 kwoty. Jeśli się nie zgadza wzruszyć obojętnie ramionami lub powiedzieć- nie ma sprawy kupię na innym stoisku i powoli zbierać się do wyjścia. Powinno zadziałać.

Od znajomego słyszałam też, że warto udać się na targ bardzo wcześnie tuż po otwarciu. Kolega przyszedł do sklepu i chciał coś kupić ale w związku z tym, że cena była za wysoka a sprzedawca nie zgodził się na kontrpropozycję postanowił wyjść. Wtedy handlarz zaczął go bardzo namawiać na zakup. Nasz bohater odmówił twierdząc „ Ale ja naprawdę już nie chcę tego kupić i nie potrzebuję tego” i wyszedł. Wtedy sprzedawca wybiegł zanim mówiąc, że jest jego pierwszym klientem dzisiaj i musi mu to sprzedać bo inaczej będzie miał cały dzień pecha. Marokańczycy wierzą w przeznaczenie, szczęście i pecha. Pierwszy zadowolony klient wróży dobry utarg. Ja z kolei wierzę w dobro ludzi i uczciwość. I mam nadzieję, że nikt nie będzie wstawał o 6 i biegł na targ żeby kupić pamiątki po zaniżonej wartości J

Oczywiście, że Marokańczycy zawyżają bardzo ceny ponieważ Anglik, Amerykanin czy Niemiec kupi za tyle za ile się powie. Trzeba pamiętać, że ci ludzie mają swoje rodziny na utrzymaniu, ciężko i uczciwie pracują.

Najpiękniej jednak souki wyglądają wieczorem. Polecam zanurzyć się w labirynt uliczek targowiska. Cudownie wygląda część z lampami. Mogłabym tam zostać. Ręcznie wykuwane misterne wzory kinkietów, abażurów i plafonów. I ta intrygująca gra światła i cienia. Coś pięknego.

I niech znajdzie się ktoś, kto pierwszy rzuci kamieniem i powie, że te plafony, torebki, czapeczki i naczynia nie są piękne.

Jak to jest z tym ramadanem?

Drugą moją troską poza organizacją statku z pamiątkami do Polski był Ramadan. Ja i kilka dni postu? Oczyma wyobraźni widziałam siebie jak rzucam się żarłocznie na jakąś bułę, która połykam w pośpiechu gdzieś w jakiejś bramie ale jednak ktoś to widzi, wzywa policję i ląduję w więzieniu. Na szczęście takiej sytuacji nie było.

Dla wyjaśnienia ramadan to 30 dniowy okres postu podczas, którego muzułmanie jedzą tylko dwa posiłki. Pierwszy przed wschodem słońca tzw. suhur i drugi po zachodzie słońca iftar. W trakcie trwania postu pomiędzy posiłkami nie można pić nawet wody. Jest to święto ruchome a każdego roku przypada w innym terminie.

Wszyscy, zarówno lokalsi jak i turyści, entuzjastycznie zapewniali, że ramadan nie dotyczy przyjezdnych tylko miejscowych. Jak każda reguła czy teoria ta również ma swoje wyjątki. W Marakeszu, który jest niesamowicie turystycznym miejscem wiele restauracji jest otwartych choć nie wszystkie. Niektóre otwarte są w ograniczonym zakresie w konkretnych godzinach, inne serwują tylko jedzenie albo odwrotnie tylko picie. Na bazarze można normalnie kupić świeże soki. Nikogo też nie boli, albo przynajmniej nikt nie okazuje oburzenia, że turyści, przy temperaturze 35 stopni wlewają w siebie hektolitry płynów. Czasami ktoś tęsknym wzrokiem spojrzy na ciebie i butelkę wody, która dzierżysz w spoconej dłoni. Generalnie reguły ramadanu nie dotyczą podróżnych.

Można powiedzieć, że na prowincji ramadan obowiązuje wszystkich bez wyjątku. Z tej prostej przyczyny, że restauracje, lokale gastronomiczne, bary są zamknięte. Na stacjach benzynowych kuchnia też zamknięta. Sklepy spożywcze i targowiska są normalnie otwarte. Można kupić prowiant i skonsumować go w tej przysłowiowej bramie lub skitrać się gdzieś w autobusie za siedzeniem i opędzlować batonik, suchą bułę lub jogurt. Oczywiście piszę to z przymrużeniem oka ponieważ podróżujący nie muszą przestrzegać ramadanu.

Śmiem stwierdzić, z całą odpowiedzialnością, że nawet na prowincji spożywanie jedzenia lub picia w miejscu publicznym nie grozi chłostą lub żadnymi innymi karami. Jednak jeśli człowiek głodny to zły. I ja to rozumiem. Uważam więc, że ostentacyjne spożywanie pożywienia na oczach ludzi, którzy poszczą jest szczególnym aktem okrucieństwa. 🙂

Dlatego powiadam wam- nie zginiecie z głodu podczas ramadanu. W większych miastach i miejscowościach turystycznych normalnie zjecie w restauracji. Na prowincji pozostaje suchy prowiant. W małych miejscowościach, które w większości czerpią zyski z turystyki lokale są normalnie otwarte. Także nie taki diabeł straszny 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *