Saranda

Saranda

Saranda jest miastem typowo turystycznym.We wrześniu mimo, że sezon właściwie się już kończył było dużo przyjezdnych i oczywiście mnóstwo Polaków. Martwiłyśmy się, że znalezienie noclegu może być problematyczne. Nie miałyśmy nic zabukowanego ale upatrzyłyśmy sobie Bacpackers Hostel.

Idziemy ulicą, rozglądamy się nigdzie nie widzimy poszukiwanego adresu. Przechodziłyśmy chodnikiem obok Pana, który sobie czytał gazetę i spytał:

„Czego szukacie? Potrzebujecie pomocy?”

„Szukamy Backpackers Hostel”.

„Chodźcie zaprowadzę Was”

„Dziękujemy naprawdę nie ma takiej potrzeby, proszę się nie fatygować. Niech Nam Pan tylko pokaże mniej więcej gdzie jest ten hostel”.

„Chodźcie, zaprowadzę Was, ja jestem właścicielem tego hostelu” 😀 Przypadek? Nie sądzę. To się nazywa szczęście podróżnika.

I na chwilkę zatrzymam się przy Bacpackers Hostel. Tomi to wspaniały uśmiechnięty człowiek. Niezwykle pomocny. Siedzi sobie na krzesełku po drugiej stronie ulicy i czyta gazetę albo rozmawia ze sklepikarzem, przechodniami ale jest zawsze czujny i obserwuje. Kiedy krzątałyśmy się na balkonie bo chciałyśmy rozwiesić pranie a nie było jakimś cudem się zmaterializował i nagle był z Nami na balkonie żeby Nam pomóc. Hostel jest czysty. Na ścianach wszędzie podpisy i  pozdrowienia od turystów oraz peany na cześć Tomiego. Okna z widokiem na zatokę. Codziennie rano Tomi przygotowuje śniadanie. Nam się poszczęściło i nawet zrobił Nam kolację. Kiedy chciałyśmy zjeść owoce morza zaprowadził Nas do lokalu gdzie serwują dobrą kuchnię.

Backpackers hostel

Saranda wzbudzała wielkie nadzieje. Wyszłyśmy na spacer, docelowo w poszukiwaniu plaży. W okolicach centrum jest dużo należących do hoteli lub restauracji.Szukałyśmy bezpłatnej i naprawdę przeszłyśmy parę ładnych kilometrów rruga Idriz Alidhima w kierunku Teqeja Sarande zanim znalazłyśmy kawałek bezpańskiej plaży.  Po drodze minęłyśmy cmentarz oraz stary port.

Plaża za cmentarzem i starym portem

Po drodze mijałyśmy wiele rozpoczętych budowli, hoteli. Na każdej budowie w oknie siedział jakiś misiek albo inna maskotka. W jednym miejscu widziałyśmy stracha na wróble na dachu domu jednorodzinnego. Wyglądało to upiornie. Rozpoczęte albo opuszczone inwestycje i wszędzie zdeformowane pluszaki. Spytałam o to młodego Albańczyka. Powiedział, że to pewnego rodzaju przesąd. Te brzydkie maskotki mają odstraszać złe duchy. Mają zapewnić szczęście. Chłopak powiedział, że kiedy wyjeżdżał na studia i podczas pakowania się otworzył jeszcze raz walizkę zobaczył, że matka włożyła pod ubrania mały talizman:D

Po prawej na dole maskotki na tarasach i w oknach rozpoczętych inwestycji. Rodzaj talizmanu.

Chciałabym napisać dużo fajnych rzeczy o tym mieście. Saranda to betonowy kurort. Hotele, restauracje i hostele powstają jak grzyby po deszczu. Turystów są całe tłumy. Do plaż publicznych daleko. Jak dla mnie to świetne miejsce wypadowe do Blue Eye czyli Syri Kaster, Ksamilu i Butrintu.

Kolejnego dnia udałyśmy się na spacer promenadą  i dalej w kierunku południowym. I znowu musiałyśmy iść daleko na obrzeża miasta żeby znaleźć bezpłatną plażę.

Plaża  na południowych obrzeżach Sarandy

PRZYDATNE INFORMACJE:

1.SR Bacpackers Hostel ,Rruga Mithat Hoxha Nr10 Lagja 4 Sarande- 8 eu ze śniadaniem http://www.backpackerssr.hostel.com/index.php

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *