SOKOLIA DOLINA i TOMASOVSKY VYHLAD czyli jak zrobić dwu dniową trasę w jeden dzień

SOKOLIA DOLINA i TOMASOVSKY VYHLAD czyli jak zrobić dwu dniową trasę w jeden dzień

Drugiego dnia Naszego pobytu w Hrebuszycach doszło do konfliktu interesów i rozbieżności planów turystycznych. Ja chciałam zobaczyć szlak Sokolia Dolina ze względu na dużą ilość wodospadów. Moja współtowarzyszka niedoli chciała dotrzeć na punkt widokowy na szlaku Tomasowsky Vyhlad. W Podlesoku udałam się do punktu informacyjnego z zapytaniem czy da się ogarnąć te dwie trasy w ciągu jednego dnia i jak to najłatwiej zrobić. Pan popatrzył na mnie z politowaniem i powiedział, że nie ma szans. To są trasy na dwa dni więc musimy zdecydować się na jedną z nich. Wyszłam z punktu informacji i mówię do koleżanki z bananem na gębie „ Jak najbardziej do ogarnięcia” 😀 Tylko musimy to sprawnie zrobić.

PODLESOK DO KLASTORISKA- zielony szlak

Wyruszyłyśmy z Podlesok w kierunku Hrdlo Hornadu a dalej w górę udałyśmy się zielonym szlakiem do Klastoriska. Zielony szlak prowadzi przez las, przez gęstwinę korzeni drzew. Właściwie cały czas pod górkę, ostre podejścia. Biorąc pod uwagę fakt, że dzień wcześniej też zrobiłyśmy całkiem porządną trasę i narzuciłyśmy bardzo szybkie tempo- szlak był męczący.

W Klastorisko nie zatrzymywałyśmy się dłużej niż na zrobienie zdjęcia.

KLASTORISKO DO TOMASOVSKA BELA- żółty szlak

To ostre, bardzo strome zejście po skałach. Na szlaku w tych najbardziej niebezpiecznych miejscach zainstalowane są łańcuchy. Lepiej się nie rozpędzać bo można oskalpować sobie kolana. I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Trzeba mieć koniecznie długie spodnie. Łatwo się potknąć o wystające korzenie drzew czy ostre kamienie i nieszczęście gotowe.

SOKOLIA DOLINA

W przewodnikach i broszurach reklamowych Sokolia Dolina czaruje pięknymi wodospadami. Koniecznie chciałam je zobaczyć. Początek szlaku jest w miarę płaski, urozmaicony kładkami, drabinkami. Przez długi czas idzie się przy rzece. Widoki bardzo przyjemne. Wypatrywałam przez całą drogę tych obiecanych wodospadów. To co zobaczyłam to raczej nędzne strumyczki i drobne strużki wody. W końcu dotarłyśmy do miejsca gdzie miał znajdować się największy wodospad. Ta strużka wody na zdjęciu poniżej to mój wymarzony wodospad. Sami oceńcie czy zasługuje na to miano.

Kolejne zdziwienie – prawie pionowa drabinka, wsparta chwiejnie w czterech punktach na skale. Kiedy to zobaczyłam , musiałam na chwilę przystanąć, unormować oddech, kołatanie serca i odpędzić uporczywe myśli z głowy  „Zginę, spadnę na łeb”. Jeszcze większym zaskoczeniem były dzieciaki w wieku około 8-11 lat wchodzące po drabince. Nie wiem czy należy gratulować rodzicom, że mają tak odważne dzieci? Czy wręcz odwrotnie należałoby uświadomić dorosłych, że są lekkomyślni bo dzieci nie umieją ocenić właściwie zagrożenia. Wydaje mi się, że ja bym się bała puścić swoją pociechę żeby hasała po tak stromych, śliskich metalowych drabinkach. Dzieciaki mnie zmotywowały. Postawiłam sobie za punkt honoru, że nie będę gorsza niż 10 letnie gówniarze. Kiedy wchodziłam na drabinkę nogi miałam jak z waty. Na powrót stałam się osobą wielce religijną. Drabinka cała się trzęsła, ja razem z nią i nie ma tu na myśli rezonansu tylko rozdygotane kończyny. Te cztery punkty mocowania to zdecydowanie za mało. Kiedy pokonałam przeszkodę i dotarłam na podest byłam w ciężkim szoku i tak wielkiej euforii , że nie byłam w stanie zrobić zdjęcia.

Przed Nami była jeszcze jedna stroma drabinka ale ta była stabilnie zamocowana do podłoża. Chodząc po tych przeszkodach cały czas się zastanawiałam jak często Słowacy konserwują te stalowe schodki, drabinki, wsporniki.

W dalszej części trasy pojawiły się drabinki drewniane, schodki stalowe i łańcuchy.

BYKARKA DO KLAUZY- żółty szlak

Zejście prowadzi przez las. Jaki jest las każdy widział. Ten słowacki nie różni się niczym od polskich kniei. Przyjemnie bo nie trzeba się wspinać. Chociaż czasami przy zejściu nogi, szczególnie łydki,  są bardziej przeciążone niż przy wejściu. Zwieńczeniem szlaku jest zapora na rzece Biały Potok.

TOMASOVSKA BELA- zielony szlak

Bardzo spokojny trekking, stopniowo w dół. Cały czas wzdłuż rzeki Biały Potok. Miejscami szlak przecina rzekę za pomocą drewnianych kładek. Jest kilka drabinek, raczej dla urozmaicenia wędrówki.

TOMASOVSKY VYHLAD

W końcu docieramy do podnóży Tomasovskiego Vyhladu. Matko i córko po tylu zrobionych kilometrach wspominam wejście na punkt widokowy jako drogę przez mękę. Bardzo strome podejście. Krążenie od lewej do prawej, od jednych do drugich schodów. I nareszcie dotarłyśmy na górę a tam co? Widok na drzewa, na krzoki. Gdyby ten widok był urozmaicony jakimiś wypiętrzeniami skalnymi, kanionem z rwącą rzeką, pasmami pól z jakimiś domkami z uroczymi, czerwonymi daszkami to ja rozumiem ale nie same drzewa. Także jak dla mnie to było jeszcze większe rozczarowanie niż strużka wody zamiast wodospadów w Sokolia Dolina. Ale… trzeba pamiętać, że to moje subiektywne odczucia.

TOMASOVSKY VYHLAD- SPISSKE TOMASOVCE- zielony szlak rowerowy

Na szczęście to było spokojne zejście z punktu widokowego w stronę miejscowości Spisske. Z daleka miejscowość wyglądała bardzo malowniczo i przyjemnie. Kiedy weszłyśmy w strefę zbudowań okazało się, że jesteśmy w dzielnicy cygańskiej. Przed każdym domem rozwieszone sznury prania i fura oraz domownicy uważnie obserwujący przybyszów. Czułam na sobie te dziesiątki ciekawskich spojrzeń. Czujne oczy odprowadzały mnie poza ich dzielnicę. W Spisske myślałyśmy żeby coś zjeść. W karczmie mieli piwo. Autobus do Podlesoka? Nie wiadomo czy przyjedzie i kiedy. Cóż robić udałyśmy się pieszo do Hrebuszyc.

SPISSKE TOMASOVCE- HREBUSZYCE- szlak rowerowy

Gdyby nie fakt, że zrobiłyśmy milion kilometrów powiedziałabym, że przyjemna trasa. Przy dobrej pogodzie a właściwie widoczności na horyzoncie widać wysokie Tatry. Kiedy już weszłyśmy na drogę asfaltową z trasy zgarnęła Nas parka, którą poznałyśmy wcześniej na szlaku. To uratowało Nam życie. Dotarłyśmy do Podlesoka na zasłużony i jedyny posiłek tego dnia. W restauracji spotkałyśmy Polaków stacjonujących razem z Nami u Pani Ewy.

I jakie wnioski. Pan w informacji turystycznej powiedział mi, że nie ma opcji żeby zrobić dwie wybrane przez Nas trasy w jeden dzień, że trzeba to rozłożyć na dwa. I co? My nie damy rady? Także gdzie diabeł nie może tam babę pośle.  A jak są dwie baby to wszystko jest do zrobienia. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *