Tarnica

Tarnica

Na kolejny przedłużony weekend zaplanowałam wypad  w Bieszczady, gdzie udaliśmy się motocyklem. Już w drodze podziwialiśmy piękne krajobrazy.

Jeszcze zanim dojechaliśmy do Ustrzyk Dolnych wiedziałam gdzie chcę zjeść kolację. Wybór padł na lokal Piwniczka. Nocleg mieliśmy w gospodarstwie agroturystycznym Nad Królówką w miejscowości Bandrów Narodowy gdzie solidnie najedzeni, dotarliśmy późnym wieczorem. Na miejscu przywitał Nas szerokim uśmiechem gospodarz  Pan Dariusz. Bardzo pomocny, przesympatyczny człowiek, gawędziarz i dusza towarzystwa.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od późnego śniadanka w Piwniczce. Kolejny raz jedzenie Nas zachwyciło. Zaserwowano Nam pyszne placki naleśnikowe z serem i ziemniakami oraz placek z kapusty, do tego pięknie podane i pyszne lemoniady przyozdobione bratkami ( więcej przeczytacie w poście „Bieszczady kulinarnie”).

Po krótkiej wycieczce krajoznawczej po okolicy postanowiliśmy zrealizować główny cel Naszej podróży – wejście na Tarnicę przed zachodem słońca. Nie ma co ukrywać trochę za późno przystąpiliśmy do realizacji planu. Zanim wróciliśmy do Bandrowa, spakowaliśmy się, zaopatrzyliśmy w prowiant i wyruszyliśmy było już późne popołudnie. Na szlak weszliśmy po 18:00. Na Tarnicę idzie się średnio 2 h 10 minut, zachód słońca miał być o 20:28. Nie zarażeni małą ilością czasu i przekonani o własnej, dobrej kondycji fizycznej postanowiliśmy dokonać pierwszego wiosenno-letniego wejścia na Tarnicę . Już pierwsze schody na szlaku niemalże wykluczyły jednego z uczestników wyprawy a im wyżej, tym było gorzej. Tempo mieliśmy zabójcze. Średni czas wejścia na przełęcz wynosi 1h 55 minut. Pokonaliśmy ten dystans w 1h 30 i uznaliśmy, że atak szczytowy przy tak silnym osłabieniu organizmu nie ma sensu. Dlatego triumfalnie weszliśmy na pobliską górkę skąd rozciągał się przepiękny widok na Bieszczady gdzie przy blasku zachodzącego słońca wznieśliśmy toast życząc sobie braku zakwasów następnego dnia. Przed Nami rozpościerały się takie oto widoki:

I dla takich widoków warto przeżyć 5 zawałów serca, a przed śmiercią zobaczyć taki zachód ;D

Na noc zeszliśmy do obozu rozbitego pod wiatą, 10 minut marszu od przełęczy w dół, po stromych schodach z wypchanymi plecakami. Nasza misja zakładała nocne wejście na przełęcz w celu wykonania spektakularnych zdjęć rozgwieżdżonego nieba. W oczekiwaniu na księżyc i miliony gwiazd udaliśmy się na spoczynek. Udało się zdrzemnąć dwie godziny w ciszy, która nie byłą ciszą. Koncertowo cykały cykady, żaby kumkały, nocny ptak wyruszył na łowy. Zadziwiające ile w takiej pozornej głuszy jest dźwięków i muzyki. Kiedy komórki zadzwoniły obwieszczając czas nocnego wejścia, wygramoliliśmy się ze śpiworów, było zimno. Całe szczęście, że nie było silnego wiatru. Wdrapanie się na przełęcz, kosztowało Nas nie lada wysiłku, nogi były już zmęczone ale nie poddaliśmy się .Efekty pracy zamieszczam poniżej.

Po zrealizowaniu zadania nocnego udaliśmy się z powrotem do obozu żeby trochę się zdrzemnąć. Poranne wejście zaplanowaliśmy na 3:30 czyli na godzinę przed wschodem. Zwinęliśmy obóz i kiedy tylko pojawiło się okienko pogodowe rozpoczęliśmy atak szczytowy na Tarnicę.  😉 Ostatkiem Naszych sił dotarliśmy na miejsce.

Szczerze mówiąc, uważam, że wstaliśmy za późno. Spakowanie plecaków i podejście po tych przeklętych schodach zajęło Nam tyle czasu, że kiedy byliśmy na górze słońce już wschodziło. O 4:30 rozpoczął się teatr światła i kolorów, kulminacja barw. Było przepięknie.

Na szczycie, na Tarnicy spędziliśmy ponad godzinę. Byliśmy sami. 1, 5 godziny po wschodzie słońca na horyzoncie pojawił się pierwszy turysta – musiał wyruszyć jeszcze nocą.

Zejście ze szlaku zajęło Nam więcej czasu niż samo wejście. Schodziliśmy ponad 2 godziny. Nogi ciężkie jak kłody odmawiały posłuszeństwa. Dochodzę do wniosku, że trunek, którym wznieśliśmy toast był za słaby, stąd te zakwasy.

Po drodze kiedy schodziliśmy spotykaliśmy już turystów. Tej nocy na Tarnicy była tylko dwójka wariatów, która przyszła na zachód słońca i spała pod wiatą żeby zerwać się w nocy i przeżyć magię wschodu słońca w Bieszczadach, a przy okazji zrobić kilka, mam nadzieję, fajnych zdjęć.

Wróciliśmy Nad Królówkę żeby odespać zarwaną noc. Wieczór spędziliśmy w towarzystwie wczasowiczów i Naszego gospodarza, który snuł opowieści przy ognisku, a my obserwowaliśmy rozgwieżdżone niebo z poczuciem satysfakcji i spełnienia, że poprzednią noc spędziliśmy „pod chmurką” , mieliśmy fajną przygodę i że nie zżarł Nas niedźwiedź.

Kolejnego dnia wystarczyło Nam energii na wyjazd nad Solinę. Zalew Soliński z zaporą o wysokości ponad 80 m i długości 664 m jest najwyższym w Polsce obiektem hydroenergetycznym. Pierwszy projekt zagospodarowania powstał jeszcze w latach 20 XIX w. Prace zostały rozpoczęte w latach 30 i przerwane przez II wojnę światową. Budowę na dobre rozpoczęto w 1960 i trwała ona ponad 8 lat. Jako miejsce zapory wybrano miejsce przewężenia doliny poniżej ujścia Solinki do Sanu. Podczas napełniania zbiornika zalano kilka wsi m. in. dawną Solinę.  Solina jest obecnie jednym z najpopularniejszych miejsc turystycznych. I nic dziwnego można podziwiać piękne widoki, popływać żaglówką i zjeść pyszną rybę, czego chcieć więcej? 😀

PRZYDATNE INFORMACJE:

1. Nad Królówką, gospodarstwo agroturystyczne, Bandrów Narodowy 18, ok. 8 km od Ustrzyk Dolnych. Rezerwację można zrobić m.in. przez booking.com

 

One thought on “Tarnica

  1. Myślę,że warto było zmęczyć nogi i przeforsować organizm dla takiego wschodu słońca.Zdjęcia są po prostu rewelacyjne.Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *