Jesienne Beskidy

Jesienne Beskidy

Postanowiłam zrobić sobie prezent imieninowy i wybrać się w Beskidy na samotny wypad.

Podróż autobusem okazała się dramatem. Przez ponad 3 godziny jazdy byłam nagabywana przez jakiegoś pijaczka. Na początku było to śmieszne ale z każdą minutą delikwent stawał się coraz bardziej agresywny, natarczywy . I kiedy pijak wstał i z tekstem typu „Oj taką jak Ty to bym wychędorzył” ruszył w moją stronę, dostał w pysk. Najgorsza w tym wszystkim była całkowita bierność pozostałych pasażerów. Za wyjątkiem jednego chłopaka nikt nie zareagował, również kierowca. Mało tego kiedy przesiadłam się  na inne miejsce, bo poczułam się naprawdę zagrożona, od jednej Pani usłyszałam tekst ” Już dawno powinna była się Pani przesiąść, a nie prowokuje Pani takie zachowanie”. Zrobiłam oczy jak spodki i wyjaśniłam Pani, że jeśli ktokolwiek powinien się przesiadać to agresywny pijak. Niestety w Naszym kraju ciągle pokutuje przeświadczenie, że wszystkiemu jest zawsze winna kobieta… bo zupa była za słona.

Dotarłam w nocy do Krynicy Zdrój mając nadzieję, że znajdę tam jakiś zajazd, restaurację cokolwiek otwartego. Mgła była jak mleko, wszystko zamknięte. Wzięłam taksówkę i pojechałam na stację benzynową gdzie siedziałam od 5: 40 do około 8. Czekałam trochę aż mgła opadnie bo chciałam łapać stopa. Ostatecznie podjechałam autobusem do Szczawnika.

W Szczawniku zapytałam drogowców którędy do Wierchomli Wielkiej. Ostrzegali mnie – niech idzie Pani drogą asfaltową będzie łatwiej, bo tutaj tymi górami to się Pani zmęczy i długo się idzie. Mam czas odpowiedziałam. I spytam, którędy dokładnie iść. „Niech Pani idzie wzdłuż wyciągu”. Ruszyłam… Już wchodząc pod pierwszą górkę zasapałam się i zrobiłam ze 3 przystanki (no dobra z 5). Jak dobrze,  że jestem sama, pomyślałam. Nikt nie pogania, nikt nie narzeka, można iść własnym tempem. Problem w tym, że mgła była tak gęsta, że ja tego cholernego wyciągu tych drutów nie widziałam 🙁 Zaczęłam błądzić. To nic pomyślałam,mam przecież mapy w komórce z zaznaczonym szlakiem. Niestety obydwie komórki padły. Zaczęłam trochę panikować. Miotałam się we mgle, nie wiedziałam gdzie jestem i dokąd mam pójść. Latałam jak kot z pęcherzem po tych pagórach i szczytach w poszukiwaniu jakiś wskazówek. Tyle ile kilometrów zrobiłam to tylko ja wiem. Gdybym miała mapę papierową to bym wiedziała, że powinnam była iść spod dolnej stacji wyciągu Szczawnik do Górnej a następnie wzdłuż żółtego szlaku i dalej niebieskim. Niestety mapy nie było ale była mgła.

W końcu wyszłam na przełęcz z oznaczonym szlakiem. Do Wierchomli Wielkiej gdzie miałam nocleg było jeszcze około 15 km. Kiedy minęłam Wierchomlę Małą, zwątpiłam czy uda mi się tam dojść za dnia. I nagle jak objawienie pojawił się zachęcający znak – Bacówka nad Wierchomlą. Cudem udało mi się wskrzesić komórkę, zadzwoniłam, mieli jedno wolne miejsc – to drugi cud pomyślałam. I poszłam. Wypogodziło się. Zupełnie inny krajobraz. Piękna złota polska jesień. Plecak ciążył niemiłosiernie.

Kiedy już dotarłam w końcu do Bacówki, myślałam, że umrę ze zmęczenia. Po obiedzie jednak, w związku z tym, że byłam sama postanowiłam wybrać się na króciutki spacer. Ruszyłam niebieskim szlakiem. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam znajomo wyglądającą dolinkę i te przeklęte wyciągi. Jak się okazało, błądząc w mgle byłam tak naprawdę bardzo blisko schroniska.

Kolejny dzień miał być spokojniejszy ale nie byłabym sobą gdybym czegoś nie nabroiła. Zaplanowałam, że wyjdę z Bacówki i przejdę się czarnym szlakiem w kierunku Wierchomli Małej. Jak pomyślałam tak zrobiłam ale będąc już w Wierchomli Małej pomyślałam, że pochodzę po okolicy. Poszłam drogą asfaltową w kierunku Wierchomli Wielkiej i za szkołą weszłam na szlak. Wydawało mi się, że kontroluję sytuację ale kiedy w końcu zmarznięta i głodna wyszłam z lasu okazało się, że jestem w Żegiestowie. Za 50 minut zachód słońca ,czołówki nie wzięłam, do Bacówki 10 km z buta. Na szczęście spotkałam jakiegoś grzybiarza, który uratował mi życie i podwiózł mnie do Wierchomli Małej samochodem. ;D Do Bacówki biegłam, żeby nie zostać po zmroku w lesie.

W dzień wyjazdu poranek przywitał mnie chłodem ale też pięknym słońcem, aż żal było wyjeżdżać.

Kiedy dotarłam do Bacówki miałam jedynie siłę na czytanie i …. jedzenie, ale jakie jedzenie…..szczególnie upodobałam sobie pierogi. Jeśli były odmrażane, to były to najlepsze mrożone pierogi jakie jadłam. W ogóle w Bacówkowej kuchni smakowało mi wszystko, pierogi, szarlotka, zupka. Panie pracujące przesympatyczne, z uśmiechem. To miejsce, do którego chce się wracać i do którego na pewno wrócę wyposażona w mapę papierową, porządne buty trekkingowe i czołówkę. Cóż rzec, podobno człowiek uczy się na błędach.

Bacówko, wrócę, może za rok.

 

PRZYDATNE INFORMACJE:

1. Nocna linia Warszawa- Krynica Zdrój. Wyjazd o 20:30 w Krynicy o 5:30. Przewoźnik Polonus.

2. Bacówka nad Wierchomlą Schronisko Górskie PTTK, cena noclegu 35 zł- 40 zł, w przypadku braku miejsc możliwość spania na glebie 15 zł

  • śniadanie np. jajówa plus kawa z ekspresu- 15 zł
  • danie obiadowe 12 zł
  • szarlotka 7 zł
  • pierogi plus piwko 30 zł
  • zupka plus piwko 20 zł

 

One thought on “Jesienne Beskidy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *