Kanion Szaryński cz.1

Kanion Szaryński cz.1

Kanion Szaryński miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić.Najłatwiej dostać się do kanionu trasą A-351 z Ałmat w kierunku Kegen. Problem jest tylko taki, że zarówno kierowcy , którzy podwożą turystów na stopa jak i taksówkarze wysadzają ludzi przy trasie skąd trzeba jeszcze iść ok. 10 km. do wioski Eko Park gdzie można przenocować w bungalowach, zjeść coś i wykąpać się.

Nie uśmiechało się Nam ani płacić za nocleg ani maszerować z ciężkimi plecakami przez 10 km ani płacić dużo więcej z podwiezienie bliżej eko wioski. Wybraliśmy inną opcję- nocleg na dziko nad samym kanionem. Wyruszyliśmy z Ałmat z dużym opóźnieniem ponieważ niemal przez 2 godziny szukaliśmy mapy Kazachstanu. Zaopatrzyliśmy się w litry wody, zupki i ciastka przetrwania. W związku z tym, że było późno postanowiliśmy wziąć ubera żeby wyjechać za miasto. Ta przyjemność kosztowała Nas dużo bo aż 4500 KZT. Dalej było już tylko lepiej i taniej. Kolejnego stopa łapaliśmy do Chilik za 2000 KZT czyli niespełna 20 z. Oczywiście Państwo mogliby zawieźć Nas dalej ale za niebotyczną kwotę 100 zł. Podziękowaliśmy uprzejmie. Nad rzekę Szarynkę dojechaliśmy za uścisk dłoni i małą soplicówkę. Usłyszałam wiele ciekawych opowieści. O tym, że 300 koni, 1500 owiec i 1500 krów to małe stado. O tym, jak policja zatrzymuje kierowców i stwierdza, że są pod wpływem alkoholu badając świeżość oddechu. Tak, tak nie alkomatem- trzeba im chuchnąć. I Naszemu kierowcy chcieli zabrać prawo jazdy na 3 lata.Kiedy daliśmy Naszemu bohaterowi butelkę wódki pierwsza rzecz o którą spytał to „ Ile procent ma wódka”. 38 % odpowiedzieliśmy. „Eeeee to nie wódka, to popitka” Wysiedliśmy na parkingu przy moście nad Szarynką.

Już na parkingu podszedł do Nas piękny, biały bezdomny piesek.  Myślałam, że podda się po 10 minutach spaceru z Nami ale uparcie podążał za Nami. Wdrapał się z Nami po skałach na samą górę. Bardzo Nam zależało na tym żeby zrobić zdjęcia kanionu o zachodzie słońca. Niestety wdrapywanie się na górę zajęło Nam tyle czasu, że nie zdążyliśmy. Następnego dnia kiedy kierowaliśmy się w stronę drogi okazało się, że wystarczyło wysiąść przy skrzyżowaniu A351 w kieruku Kegen oraz P16 w kierunku Satów i iść prosto w stronę rzeki. Nie trzeba by było nigdzie się wdrapywać.  Miejsce, w którym byliśmy to „Czarny kanion” i rzeczywiście skały mają głęboką, ciemną barwę a krajobraz za Szarynką jest księżycowy. Zupełnie inne widoki niż w oficjalnej części kanionu.

Postanowiliśmy rozbić namiot i coś zjeść. Tylko jak tu wbić śledzie w skaliste podłoże? Najgorsze było jednak przed Nami. Jak się okazało butla z gazem była nieszczelna więc nie mogliśmy użyć kuchenki. Byliśmy naprawdę zmęczeni i głodni. Można by rozpalić ognisko tylko, że dookoła nie było żadnych drzew , drewna na opał. Nazrywaliśmy potężną górę krzewinek. Udało się rozpalić ognisko korzystając z gazu z butli jako podpałki. Starczyło Nam wrzątku i cierpliwości na ugotowanie zupek. Kubek dosłownie stał w ogniu. Smakowało trochę węglem ale to były najlepsze zupki chińskie jakie jadłam w życiu:)

W nocy temperatura była dodatnia ale było mi tak zimno, że założyłam na siebie wszystko co miałam: leginnsy 100% wełny, spodnie, koszulkę na ramiączkach, termiczną, koszulę, softshela, kurtkę puchową i zawinęłam się w śpiwór. I ta noc zaważyła na całej Naszej podróży stwierdziłam, że skoro zmarzłam w takich warunkach to nie dam rady iść wysoko w góry gdzie jest -15 st. C i śniegu po kolana. I tym sposobem cały plan układany przed wylotem rozsypał się jak wieża z klocków.

Piesek czuwał przy Nas całą noc. Przytulił się do namiotu i cichutko wzdychał. Poranek przywitał Nas ciepłym słońcem i pięknymi widokami, których niestety nie mogłam podziwiać. Coś mnie użarło wieczorem w powiekę. Myślałam, że to komar. Nad ranem nie mogłam otworzyć oka pełnego ropy. Pół twarzy mi spuchło i zniekształciło. Mocna opuchlizna zeszła mi po 5 dniach a po dwóch tygodniach, jeszcze w Polsce miałam wyraźny ślad, zgrubienie po ugryzieniu.

Żal było Nam opuszczać to piękne miejsce. Mieliśmy ochotę zostać jeszcze dłużej, przejść się wzdłuż rzeki parę kilometrów. Czarny kanion jest zupełnie inny niż jego oficjalna część. Krajobraz jak już wspomniałam jest bardziej księżycowy. Ale czas gonił, chcieliśmy dojechać do Satów. Nie mieliśmy ani żywności ani kropli wody. Jedyny plus taki, że plecaki były lżejsze.

Piesek, który był z Nami całą noc szedł za Nami do drogi. Do miejsca gdzie łapaliśmy stopa. Nie wyglądał na zaniedbanego i nie był na pewno wygłodzony. W nocy nie grzebał i nie dobierał się do Naszych wątłych zapasów żywności. Przy ognisku owszem był blisko i upominał się o kiełbaski ale nie był natarczywy. Możliwe, że uciekł gdzieś z pobliskich jurt albo się zgubił. Kiedy dwa dni później przejeżdżaliśmy obok skrzyżowania gdzie pies został, nadal był w tym samym miejscu 🙁

2 thoughts on “Kanion Szaryński cz.1

Skomentuj Jakub Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *